I ślubuję ci miłość, wierność i pieniądze

Dariusz Piórkowski SJ

Po ślubie gospodarstwo domowe, oszczędności czy zakupy nie są już sprawą osobistą, lecz wspólną.

Warto o tej zmianie rozmawiać już w narzeczeństwie.

Pieniądze nie są przedmiotem przysięgi małżeńskiej. Podobnie nowy dom, samochód czy nowoczesna kuchnia. Niemniej wspólnota majątkowa i przejrzyste zarządzanie dobrami materialnymi są istotnymi warunkami, bez których nie sposób zachować jedności i uczciwości małżeńskiej. Wbrew pozorom ślub sakramentalny nie jest jedynie parasolem przykrywającym ukształtowane wcześniej przez narzeczonych podejście do finansów, lecz początkiem drogi, która wprowadza w tę sferę zupełnie nową jakość. Niestety, z rozmów z kandydatami do małżeństwa coraz częściej odnoszę wrażenie, że wcale nie jest to oczywiste. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że to więź małżonków powinna nadawać ton ich stosunkowi do dóbr materialnych, a nie na odwrót.

Nie jest też powszechnie wiadome, że związek cywilny kieruje się innymi prawami i wymaganiami wobec dóbr materialnych niż małżeństwo sakramentalne. Kłopot pojawia się już w Kodeksie Rodzinnym, który stworzony jest także po to, by zminimalizować koszty i rany ewentualnego rozwodu. Dlatego w prawie cywilnym rozróżnia się majątek osobisty i wspólny. Majątek osobisty to wszelkie dochody i dobra skumulowane przez każdego z narzeczonych przed zawarciem związku. Majątek wspólny to wszystkie dochody i dobra materialne nabyte przez oboje lub jednego z małżonków po zawarciu ślubu w urzędzie. W związku cywilnym istnieją trzy majątki: jeden wspólny i dwa osobiste. Majątek wspólny nie jest jednak obowiązkowy. Można podpisać umowę o rozdzielności majątkowej (dawniej zwaną intercyzą) zarówno przed ślubem cywilnym jak i po nim. Wtedy wszystko, co wchodzi w posiadanie małżonków, staje się ich majątkiem osobistym, którym każdy zarządza samodzielnie.

Trudno jednak takie rozwiązanie pogodzić z małżeństwem sakramentalnym. W związku cywilnym zaufanie osób jest ograniczone, ponieważ furtka do rozstania pozostaje otwarta. I dlatego na wszelki wypadek szuka się zabezpieczenia finansowego. Ponieważ małżeństwo sakramentalne nie zakłada rozejścia się, dlatego musi oprzeć się na całkowitym zaufaniu. Małżeństwo jest totalnym oddaniem się drugiej osobie. Nie można więc rezerwować sobie „ukrytej” kasy i przychodów w tajemnicy przed współmałżonkiem. Ostre rozgraniczenie na „moje” i „twoje” w małżeństwie chrześcijańskim zanika.

Sobór Watykański II określił małżeństwo jako „głęboką wspólnotę życia i miłości” (GS, 48). A Kodeks Prawa Kanonicznego dodaje, że jest to „przymierze, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia” (KPK, 1055). Całe życie obejmuje także finanse i majątek. Stawanie się mężczyzny i kobiety jednym ciałem nie sprowadza się tylko do współżycia seksualnego, ale oznacza również dzielenie się swoimi myślami, pragnieniami, wartościami, a także tym, co materialne. Oczywiście, nie mówimy o rzeczach intymnych i drobiazgach.

Niestety wielu młodych, zwłaszcza jeśli mieszkają już ze sobą przed ślubem, przenosi  wzorce prawa cywilnego i trendy promowane przez plotkarskie portale i gazety do małżeństwa sakramentalnego. Ślub wydaje się tylko jednorazową huczną uroczystością, po której życie toczy się swoim torem. Nie rozumieją, że wszystko, co wnosi się do małżeństwa i w nim wypracowuje, jest dobrem, które oddaje się małżonkowi i rodzinie. Wkład każdego z małżonków, czy to przed ślubem czy po nim, jest konkretnym wyrazem miłości, jaką sobie nawzajem świadczą. Nie zawsze jest ona równa, bo właśnie na tym polega bezinteresowna miłość, że daje więcej niż otrzymuje. Czasem trzeba umieć przyjąć więcej i nie martwić się, że kiedyś „trzeba będzie to oddać”, bo jedni teściowie podarowali wielkodusznie młodym dom, a drudzy tylko kołdrę z poduszkami. W każdym razie gospodarstwo domowe, oszczędności czy zakupy nie są już po ślubie sakramentalnym sprawą osobistą, lecz wspólną.

W Ewangelii Jezus przestrzega przed niewiarą i złym przywiązaniem do pieniądza, wyrażając to w prostych słowach: „Gdzie twój skarb, tam i będzie i serce twoje” (Mt 6, 21). Ta maksyma dotyczy wszystkich: księży, małżonków, samotnych i osoby konsekrowane. Jezus nie krytykuje skarbu, lecz zwraca uwagę, że serce ludzkie tak jest stworzone, że lubi się czemuś oddać i poświęcić. Człowiek poświęca swe siły, uwagę, czas i miłość temu, co uzna za skarb. Jeśli staną się nim najpierw dobra materialne lub duchowe (kariera naukowa, sport, pasje), potrafi za nie niemalże oddać życie. Często jednak ofiarą tej pasji staje się rodzina i małżeństwo.

Między zaspokojeniem koniecznych potrzeb materialnych, bez których trudno spełnić aspiracje duchowe a nieustannym dążeniem do tego, by mieć więcej, biegnie cienka granica. Dlatego często bywamy tutaj kuszeni. I padamy na placu boju bez walki. Zdobycie wolności wewnętrznej wobec dóbr materialnych wymaga czasu i nie jest możliwe bez zaufania do Boga i duchowego oczyszczenia.

Papież Franciszek w adhortacji „Amoris laetitia” pisze, że dzisiaj wielu młodych odkłada ślub sakramentalny „z powodu problemów ekonomicznych” albo dlatego, że państwo oferuje im „ułatwienia socjalne i korzyści wypływające z konkubinatu” (AL., 40), które przewyższają profity pochodzące z małżeństwa.

Także u nas nagminne staje się mieszkanie młodych razem przed ślubem jakby byli już małżeństwem. Jako główny powód podają często, że tak jest taniej. Trudno jednak czasem ocenić, czy mamy tutaj do czynienia z wymówką czy z rzeczywistym ubóstwem, albo z wygórowanym oczekiwaniem, że jeszcze przed ślubem trzeba mieć wszystko zabezpieczone, bo wszyscy tak robią.

Gdy przeglądam dodatki do gazet dotyczące małżeństwa, to wszystko kręci się w nich wokół sali, ubiorów, wystroju, zdjęć, jedzenia, urządzenia obecnego lub przyszłego mieszkania itd. O całej reszcie się nie mówi, bo przecież, na przykład, na promowaniu dialogu między małżonkami zarobić się nie da. Wielu młodych łyka te pozory, poświęcając nieproporcjonalnie dużo czasu na otoczkę, mniej na budowanie bardziej kluczowych rytuałów w małżeństwie jak rozmowa, duchowe przygotowanie, komunikacja, poznanie siebie.

Według Jezusa jedynym anty-Bogiem są pieniądze, a nie szatan: „Nikt nie może dwom panom służyć: Bogu i mamonie” (Mt 6, 24).  Pieniądze i majątek są „panem”, co sugeruje ich karykaturalną boskość. Bóg jest niewidzialny, pieniądze można dotknąć i przeliczyć. Otwierają one możliwości, dają zabezpieczenie i jakąś kontrolę nad przyszłością, otwierają wiele drzwi. Oczywiście, Jezus nie twierdzi, że są złe. Problem widzi w „miłości do pieniędzy”. Polega ona na tym, że człowiek uważa, że powodzenie w życiu w gruncie rzeczy od nich zależy. Ta chora miłość może wypchnąć Boga z serca człowieka i zrujnować międzyludzkie relacje.

Jako ludzie ciągle wystawieni jesteśmy na pokusę ulania „złotego cielca”, czyli szukania zabezpieczenia jedynie w tym, co widzimy i nad czym mamy kontrolę. By jej przeciwdziałać nie chodzi o porzucenie pracy, zarobku, wyprowadzenie się do lasu i jedzenie korzonków. Nikt nie twierdzi, że należy mieszkać w rozpadającej się ruderze i jeździć starym gruchotem. Ewangelia domaga się czegoś głębszego: zachęca do stałego badania motywacji, jaka kryje się za zdobywaniem i dysponowaniem dobrami materialnymi. Bez wzajemnej szczerej rozmowy najpierw narzeczonych a potem małżonków, trudno osiągnąć ten cel. O czym warto rozmawiać i czemu się przyglądać?

Obszary trudności

  • O duchowym podejściu do pieniędzy często rozmawia się z podobną trudnością co o seksie czy wierze, ponieważ te trzy sfery w małżeństwie angażują sporo emocji i uderzają w głębokie struny człowieczeństwa. Tematy te bywają traktowane jak tabu, czasem jako sprawy prywatne albo takie, o których nie ma potrzeby rozmawiać, bo wszystko jakoś się ułoży. Dobra materialne dotyczą naszego poczucia bezpieczeństwa, w ostateczności lęku przed śmiercią i chęci przetrwania. Pozostawione samopas prędzej czy później stają się w związku źródłem napięć i konfliktów, prowadzących nawet do rozpadu małżeństwa. Kluczowy wydaje się najpierw wybór stylu życia. Czy wolimy skromność, poprzestawanie na małym i, w efekcie, więcej czasu dla siebie albo działamy w myśl zasady „postaw się i zastaw się”, bo zależy nam na tym, jak postrzegają nas inni. Jeśli nie będzie refleksji nad tym, jak posługujemy się dobrami materialnymi, szybko nasze pożądania mogą wziąć nad nami górę i wodzić nas za nos.
  • Niestety w wielu małżeństwach de facto istnieje nieformalna rozdzielność majątkowa. Nie zawsze jest ona wybrana przez oboje małżonków, lecz wymuszona przez jedną ze stron. Druga się podporządkowuje dla świętego spokoju. Nie wszyscy się rozwodzą z tego powodu, ale taka atmosfera nie rokuje nadziei na rozwój. Ustalenie już na samym początku, jaki model zarządzania finansami przyjmie się w małżeństwie, też wymaga przemyślenia i decyzji. Można uzgodnić, że jedna ze stron świadomie scedowuje troskę o finanse i ich dysponowanie na drugą stronę, ograniczając się tylko do osobistych wydatków na swoje potrzeby. Taki wybór nie zagraża jednak jedności i zaufaniu w małżeństwie.
  • Ważne jest zorientowanie się, jak gospodarowało się pieniędzmi w rodzinach, z których się wyszło. Najczęściej młodzi kopiują wzorce (negatywne i pozytywne) swoich rodziców, co nie jest niczym złym. Ale co wtedy, gdy, np. w domu narzeczonego panowała większa hojność, a nawet rozrzutność, a w rodzinie narzeczonej główną cnotą była nadmierna oszczędność. Jeśli narzeczeni tego nie zobaczą i nie przemyślą, jak sprawić, by wilk był syty i owca cała, szybko dojdzie do zgrzytów już w momencie jedzenia zupy ugotowanej z niewłaściwych składników.
  • Jeśli narzeczeni pochodzą z rodzin o różnym stopniu zamożności, zapewne także ich potrzeby materialne (żywność, ubrania, sprzęty) będą różne. Dla jednego „prawdziwe” masło będzie normalnością, a drugi powie, że to zbytek, bo u niego w domu jadło się tylko masło roślinne. Nie można lekceważyć przyzwyczajeń konsumpcyjnych i wyrobionych smaków, nie tylko związanych z jedzeniem. Dużo czasu i pieniędzy poświęca się również na różne formy wypoczynku. Społeczeństwo się bogaci. I tutaj również możliwe są różne modele, które mogą stwarzać nieporozumienia. Jednym podoba się włóczęga bez wygód pod namiotem, a inni wolą  „all inclusive” na Wyspach Kanaryjskich. Oboje narzeczeni muszą ustalić, na co mogą sobie pozwolić, ale też, jakie mają oczekiwania, by z jednej strony nie próbować wprowadzać gwałtownych zmian w nawykach, a z drugiej dostosować swoje wydatki do aktualnych możliwości finansowych.
  • Bezwiedne przyjęcie materialistycznej postawy rzutuje też na relacje małżeńskie. Wtedy, jak pisze Franciszek „oblicza się zyski i koszty” (AL, 39). I tak może dojść do tego, że jedna ze stron (jeśli tylko ona pracuje zarobkowo), wskutek niedocenienia lub przemęczenia może budzić w drugiej stronie poczucie winy: tylko ja przynoszę kasę, a ty nie. Praca w domu dla wielu osób nie wydaje się pracą. Prawda jest taka, że nie da się w każdej dziedzinie osiągnąć równości albo dokładnie wymierzyć stopień zaangażowania małżonka. Warto też przyglądać się własnym ambicjom i potrzebom zawodowym, które mogą być radykalnie rozbieżne z wizją przyszłego współmałżonka.
  • Co w sytuacji, gdy jeden ze współmałżonków zaciągnie bez wiedzy drugiego duży kredyt albo straci sporo pieniędzy, które zainwestował w firmę, na giełdzie itd.? Zwykle powoduje to ogromne udręczenie dla rodziny i kończy się dla niej dramatycznie. Mąż ciągle zapracowany, poza domem lub oboje rodziców, którym brak czasu dla dzieci. Jeśli chce się budować wspólnotę małżeńską, nie można podejmować takich decyzji w pojedynkę.
  • Ogromną trudnością jest też ciągłe porównywanie się z zamożnością i możliwościami innych. Nie zawsze ludzie biorą kredyty, ponieważ zmusza ich do tego konieczność. Często chcieliby mieć to, co inni. Apetyty na posiadanie tego czy owego skutecznie podsycane są przez reklamę, media, naciski rodziny, opinie rówieśników. Powoduje to wieczne niezadowolenie z tego, co się posiada. Pojawiają się trudności w wyznaczeniem właściwej miary. Potrzeba czasu, by przyjrzeć się argumentom, jakie przemawiają za podjęciem decyzji finansowych. Czy wszystko wynika z realnej potrzeby, a może tylko z wygórowanych oczekiwań i presji społecznej?
  • Problematyczne są też długotrwałe wyjazdy jednego z małżonków w celach zarobkowych za granicę, czy nawet w kraju. Nieraz jest to czasowo konieczne, by utrzymać rodzinę, ale w wielu przypadkach nie. Dzieje się tak dlatego, że często wyżej ceni się dobrobyt materialny w rodzinie niż relacje. Czasem potrzeby materialne dzieci wydają się ważniejsze niż ich potrzeby psychiczne i duchowe.
  • Dobrze też zawczasu omówić różne formy finansowej niewierności: kupowanie drogich rzeczy bez wiedzy współmałżonka, ukrywanie kosztownych uzależnień, kontynuowanie hobby, na które nie stać rodzinę, niekontrolowane zakupy, otwieranie sekretnych kont, zatajanie, że otrzymało się od kogoś większą sumę lub inne dobra. Wtedy często nie obejdzie się bez pomocy z zewnątrz.