Kto powinien rządzić w małżeństwie

Dariusz Piórkowski SJ

Czy w świetle aktualnego nauczania Kościoła małżeństwo można porównać do firmy lub systemu politycznego, gdzie mąż decyduje o wszystkim, a żona wykonuje zadania? 

„Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej. Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu” (Ef 5, 21-22).

Jeśli trzymać się literalnej wykładni tekstu z Listu św. Pawła do Efezjan (5, 21-33) i opowieści o stworzeniu człowieka z Księgi Rodzaju, to sprawa wydaje się bezdyskusyjna. Żona ma być posłuszna mężowi, ponieważ to on został najpierw stworzony.

Do takiego uzasadnienia odwoływali się papieże do początku Soboru Watykańskiego II, gdy pisali o relacji między mężem i żoną. Zgodnym chórem wspierali „tradycyjne” rozumienie kontrowersyjnego tekstu św. Pawła, ostrzegając przed wrogimi przemianami społecznymi, które wszystko miały wywrócić do górny nogami. Równocześnie wyjaśniali, że nie chodzi o niewolnicze i ślepe poddanie żony mężowi. Zwalczali też wszelkie ruchy emancypacyjne kobiet, widząc w nich zagrożenie dla odwiecznego porządku.

Leon XIII w encyklice „Arcanum divinae sapientiae” (1880) orzekł, że „mąż jest panem rodziny i głową niewiasty, która, ponieważ jest ciałem z ciała jego i kością z kości jego, ma być posłuszną mężowi, nie na sposób jednak służebnicy, lecz towarzyszki”.

Pięćdziesiąt lat później Pius XI w encyklice „Casti conubii”, idąc za św. Augustynem, bronił porządku miłości, który „obejmuje tak pierwszeństwo męża przed żoną i dziećmi, jak i podporządkowanie się skore, chętne i posłuszne żony”. Wyjaśnia też, że w małżeństwie równość powinna istnieć na poziomie „wartości osoby i jej godności”, poza tym panuje tam „nierówność”. Żona musi podlegać mężowi, choć w miłości. Papież dodaje, że „mąż jest głową, żona jest sercem i jak mąż posiada pierwszeństwo rządów, tak żona może i powinna kierować się we wszystkim przywilejem miłości”.

Istotna we wspomnianym tekście św. Pawła jest metafora głowy i ciała oraz słowo „poddanie”, wokół których narosło najwięcej nieporozumień. Apostoł niewątpliwie nawiązuje do opisu stworzenia człowieka. Czytamy tam, że mężczyzna opuszcza ojca i matkę i „skleja” się z żoną swoją, tworząc jedno ciało. Nigdy nie można rozpatrywać mężczyzny i kobiety w małżeństwie osobno. Oni zawsze są razem.

Mężczyzna jest głową, ale żona resztą ciała, a nie jakąś inną jego częścią. Czym jest głowa bez korpusu albo korpus bez głowy? Nie będzie to cały człowiek. Św. Paweł nie twierdzi też, że mąż ma być głową domu czy małżeństwa, lecz żony. W każdym razie dzięki tej metaforze apostoł podkreśla nierozerwalną więź męża i żony na podobieństwo wiernej relacji Chrystusa z Kościołem. Z tym że Chrystus jest głową Kościoła i może istnieć bez niego, ale mąż bez żony przestaje być tym, kim jest. Należy więc uważać, by nie robić prostego przełożenia, że mąż dla żony jest jak Chrystus dla Kościoła. Jezus jest wzorem miłości, któremu żaden mąż czy żona nigdy nie dorówna.

Tymczasem Pius XI napisał, że żona jest sercem w małżeństwie, co, jego zdaniem, odpowiada kobiecej wrażliwości i miłości, a mąż głową, czyli tym, który kieruje. Odwołuje się jednak bardziej do ustroju monarchicznego niż do biblijnego obrazu. Mąż król, a żona poddana. Według tego modelu mąż mógłby sobie istnieć sam i nic by się nie stało. Św. Paweł mówi natomiast, że małżonków nie da się rozdzielić, bo są jednym ciałem.

Poddać się, czyli przyjąć miłość 

W tekście św. Pawła kluczowe jest też wyrażenie „być poddanym”, pochodzące od greckiego słowa „hypotasso”. W użyciu świeckim termin ten odnosił się, np. do przeglądu wojsk, podczas którego oficerowie mieli ustawić się według rangi, podporządkować się jeden drugiemu. Ale w Nowym Testamencie temu słowu nadaje się głębsze znaczenie.

Franciszek słusznie zauważa w „Amoris laetitia”, że „św. Paweł pisał w czasach zdominowanych przez kulturę patriarchalną, w której kobieta była podporządkowana mężczyźnie. (…) Wyraża się tutaj w kategoriach kulturowych właściwych tamtej epoce, nie powinniśmy przejmować szaty kulturowej, lecz orędzie objawione, które wypływa z całego tego fragmentu” (AL, 154, 156) A więc musimy odsiać to, co czasowe, od tego, co ponadczasowe.

W Pierwszym Liście do Koryntian czytamy, że na końcu historii wszystko, nawet Syn, zostanie poddany Ojcu: „Wszystko rzucił pod stopy Syna. Kiedy się mówi, że wszystko jest poddane, znaczy to, że z wyjątkiem Tego, który mu wszystko poddał. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15, 27-28). Tutaj też pojawia się słowo „hypotasso”. A równocześnie Syn jest równy Bogu (Por. Flp 2, 6).

W tak rozumianym poddaniu nie chodzi o podległość żołnierską czy feudalną. Syn poddaje się Ojcu dobrowolnie i z miłości. To logika z zupełnie innego porządku. Takie poddanie ma też na myśli św. Paweł, gdy pisze o relacjach między małżonkami. Mistycy piszą o pasywności podczas modlitwy, to znaczy o poddaniu się działaniu Boga i nieprzeszkadzaniu swoim własnym działaniem.

Biorąc pod uwagę, w jakich czasach żył św. Paweł, jego nauczanie na temat małżeństwa to krok milowy w historii ludzkości. Apostoł, znając ówczesne systemy społeczne (grecki, rzymski i żydowski), wskazuje drogę do wewnętrznego posłuszeństwa, które nie wypływa z przymusu, lecz z wyboru i miłości. Skoro już chrześcijańska żona ma być poddana mężowi, to jej posłuszeństwo musi przybrać inną postać niż w świecie. Zewnętrznie wszystko wyglądało podobnie, ale liczyła się wewnętrzna motywacja oraz siła miłości, której wzorem i źródłem jest sam Chrystus. W uszach wielu pogan, a nawet Żydów, musiało to brzmieć szokująco, a nawet wywrotowo.

Trzy odcienie relacji

Kolejny istotny przełom w tej sprawie nastąpił znacznie później, podczas Soboru Watykańskiego II i w teologii małżeństwa św. Jana Pawła II. Wiąże się on zarówno z pogłębieniem wizji małżeństwa jak i z przemianami, które zaszły w świecie, zwłaszcza odnośnie do społecznego statusu kobiet.

W konstytucji „Gaudium et spes” w rozdziale poświęconym małżeństwu, pojawia się język wzajemności i oddania. Tekst soborowy stwierdza, że „małżonkowie wzajemnie się sobie oddają i przyjmują” . A samo małżeństwo to „głębokie zjednoczenie będące wzajemnym oddaniem się sobie dwóch osób” (GS, 48). A kiedy Sobór komentuje omawiany przez nas fragment, zachęca, aby na wzór Chrystusa „małżonkowie przez obopólne oddanie się sobie miłowali się wzajemnie w trwałej wierności”. Za każdym razem słyszymy o obustronnym zaangażowaniu i zobowiązaniu obojga małżonków.

W polskim tłumaczeniu tekstu soborowego wszędzie pojawia się to samo słowo „oddanie”, (a nie „poddanie”), ale w tekście łacińskim znajdują się trzy różne terminy: donatio, deditio i traditio. Każdy z nich ukazuje jakiś specyficzny odcień oddania, który pozwala lepiej zrozumieć, jak dzisiaj Kościół definiuje relację wewnątrzmałżeńską.

„Donatio” pochodzi od czasownika „donare” – „dać jako dar”. Chodzi o niełatwą bezinteresowną ofiarę, kiedy człowiek nie oczekuje, że jego poświęcenie, praca i służba będą wynagrodzone. Także wtedy, gdy zamiast wdzięczności ze strony współmałżonka pojawia się jedynie rutynowe przeświadczenie, że „tak musi być” albo że „zawsze tak było”.

Z kolei „deditio” wywodzi się z prawa rzymskiego. Starożytni Rzymianie podbitym królestwom proponowali możliwość „poddania się władzy”, czyli „deditio in potestatem”. Polegało ono na dobrowolnym podporządkowaniu się cesarstwu w zamian za pokojowe zakończenie wojny. Jeśli królestwo poszło na ugodę, Rzym traktował je łagodniej, oferując mu protekcję i pewne przywileje.

Czy w małżeństwie nie jest często konieczna wzajemna albo jednostronna kapitulacja? Ktoś czasem musi zrezygnować z tego, co dla niego ważne; przestaje walczyć o swoje, poddaje się dobrowolnie dla dobra drugiego. Inaczej trudno podjąć wiele decyzji i znosić słabości drugiego, a bez tej cnoty wytrwała miłość jest niemożliwa. Wzajemna kapitulacja nie zawsze oznacza, że oboje małżonkowie czynią to równocześnie, ale że raz jeden ustępuje, a innym razem drugi.

„Traditio” pochodzi  od czasownika „tradere” – „przekazywać”,  „wydać się” lub „wydać kogoś”, czyli „zdradzić”. Jezus używa tego czasownika, ustanawiając Eucharystię: „Ciało moje za was będzie wydane (tradidit)”. Ponadto mówi, że dobrowolnie wydaje siebie i będzie wydany w ręce ludzi, czyli zdradzony.

Wydanie się zakłada jakąś bezwarunkowość, brak zastrzeżeń, ale także niepewność, konieczność zaufania, brak kontroli. Mąż w chwili ślubu wydaje się w ręce swojej żony. I na odwrót. A czy rodzic nie wydaje się, tracąc swoje życie, gdy swoją miłość, energię i czas poświęca na wychowanie dzieci?

Chociaż te trzy określenia funkcjonują w obiegu świeckim, nawiązują jednak do tajemnicy Trójcy Świętej. Syn wydaje się Ojcu, a Ojciec przyjmuje Syna. To przez jej pryzmat współczesny Kościół patrzy na małżeństwo. Istnieje poddanie z miłości i poddanie narzucone siłą. Franciszek pisze, że w małżeństwie chodzi o „swobodne wybranie wzajemnej przynależności” (AL, 156).

Koniec z monarchią 

Prawdziwą rewolucję w tradycyjnym podejściu do małżeństwa zapoczątkował św. Jan Paweł II. Już w katechezie z sierpnia 1982 roku napisał, że „miłość wyklucza każdy rodzaj poddaństwa, przez które żona stawałaby się sługą czy niewolnicą męża (…) Wspólnota i jedność, jaką z racji małżeństwa mają stanowić, urzeczywistnia się poprzez wzajemne oddanie, które jest także wzajemnym poddaniem”

Najwyraźniej Papież nie pisał o wydumanych faktach, lecz miał na względzie nadużycia, które w relacjach małżeńskich tu i ówdzie się zdarzały Do dzisiaj niektóre żony spowiadają się z tego, że nie były posłuszne swoim mężom (podobnie zresztą dorośli wyznają, że nie byli posłuszni rodzicom).  A mężowie czasem mają za złe żonom, że uchylają się od wypełnienia ich chrześcijańskiego „obowiązku” współżycia małżeńskiego.

W liście apostolskim „Mulieris dignitatem” (1988) odwołując się do fragmentu z Listu do Efezjan, który omawiamy, Jan Paweł II zdobywa się na interpretację, która wprost przeczy temu, co pisali Jego poprzednicy:

„Autor Listu do Efezjan (…) wie bowiem, że ten układ, który głęboko był zakorzeniony w ówczesnym obyczaju i religijnej tradycji, musi być rozumiany i urzeczywistniany w nowy sposób: jako „wzajemne poddanie w bojaźni Chrystusowej” (por. Ef 5,21) (…) O ile jednak w odniesieniu Chrystus-Kościół poddanie dotyczy tylko Kościoła, to natomiast w odniesieniu mąż-żona „poddanie” nie jest jednostronne, ale wzajemne!” (…). Równocześnie świadomość, że w małżeństwie istnieje wzajemne „poddanie małżonków w bojaźni Chrystusowej”, a nie samo „poddanie” żony mężowi, musi stopniowo przecierać sobie szlaki w sercach, w sumieniach, w postępowaniu, w obyczajach” (MD, 24).

Można by św. Jana Pawła II posądzić o lewicowe zapędy lub uznać za wroga tradycji, ponieważ ten Papież rozpoznał w ruchach emancypacyjnych i pewnych nurtach feminizmu głos Boga, skoro przerywa wielowiekowy model jednostronnego poddania żony mężowi. Nie da się bowiem z fragmentu św. Pawła, który analizujemy, wyprowadzić wniosku, że poddanie małżonków ma być wzajemne. Św. Jan Paweł II na mocy urzędu Piotra interpretuje ten tekst autorytatywnie. Poniekąd pokazuje, że odnalezienie właściwego sensu niektórych trudnych tekstów w Piśmie świętym musi iść w parze z ciągłym rozeznawaniem działania Boga w historii, który nadal do nas mówi. Na to potrzeba czasu. Nie można wszystkich tekstów interpretować dosłownie, ponieważ to my, cały Kościół i świat, musimy dojrzeć do właściwego rozumienia słów Pisma. Dlatego Papież znacznie wyprzedził mentalność, która do dzisiaj króluje jeszcze w wielu kręgach Kościoła w Polsce. Potrzebujemy jeszcze sporo czasu i wysiłku, by to nowe rozumienie stało się obowiązujące.

W każdym razie nomenklatura władzy nie przyczynia się do rozwoju sakramentalnego małżeństwa, ponieważ tutaj dwie osoby mają stanowić jedno ciało. Nie można też postrzegać męża jako kierownika, jedynego decydującego w ważnych sprawach, chyba że tak zostanie to ustalone i dobrowolnie potwierdzone przez obie strony. Żona jak najbardziej może się w tej sferze zdać na męża i poddać jego decyzjom, ale ten akt nie może być niczym wymuszony, lecz wybrany w wolności i miłości.